Zamki, duchy i zbójnicy

5 listopada 2015

Owoce jesieni

5 listopada 2015

Skandynawski dom nad polskim stawem

5 listopada 2015
DSC_5633
tytulowa_owoce
_MG_0987podglady 2-kopia copy_MG_0989podglady 2-kopia copy_MG_0994podglady 2-kopia copy_MG_1010podglady 2-kopia copy_MG_1046podglady 2-kopia copy_MG_1070podglady 2-kopia copy_MG_1075podglady 2-kopia copyIMG_0971podglady 2-kopia copyIMG_0980podglady 2-kopia copy
Fot. Perspective - Piotr Zielazek-Szeski

Historia budowy domu Magdy i Tomka brzmi trochę jak przewrotny żart losu – ze wspaniałym zakończeniem.

Wszystko zaczęło się od próby sprzedaży działki, na której teraz stoi ich dom. Działka była ich od zawsze, a sami mieszkali po przeciwnej stronie ulicy. Nadszedł jednak czas, że postanowili ją sprzedać, dom w końcu już mieli. Okazało się jednak, że stary poniemiecki (jeszcze sprzed I wojny światowej) staw połączony siecią melioracyjną z pobliskim jeziorem, choć dla nich był wartością dodaną działki, dla większości potencjalnych kupców stanowił największy problem, gdyż położony jest w centralnej jej części. Dodatkowo dochodziła sześciometrowa różnica poziomów między jednym a drugim krańcem nieruchomości.

Wystarczyło jednak kilkanaście wizyt z potencjalnymi inwestorami na tym terenie, by dotychczasowi właściciele zaczęli przyglądać się jej pod innym kątem a w tym, w czym innym widzieli mankamenty dostrzec to co piękne.

A może by tak nie zmieniać natury i nie dostosowywać jej do siebie jak każdy – pomyślała wtedy Magda. Czyż nie wspaniale byłoby zbudować dom na skarpie z ogromnym tarasem wychodzącym bezpośrednio nad taflę stawu? – Wspomina.

Pozostało znaleźć odpowiedniego architekta, który potrafił zrozumieć intencje gospodarzy i z trudnego do zagospodarowania terenu stworzyć podstawę dla efektownego projektu. Co więcej woda zdecydowanie podkreśla piękno ich miejsca na ziemi. W ten sposób przy stawie stanął prosty w formie budynek – w którym mieszkają z córką Igą i synem Nikodemem –  z  jednym tarasem wysuniętym cztery metry nad staw i drugim z widokiem na las i łąkę. Tak, Magda i Tomek postanowili, że skoro nie ingerowali w ukształtowanie działki, tak samo pozostawią w naturalistycznym charakterze jej otoczenie. Nie znajdziemy tu klombów, rabatek, równo przystrzyżonego trawnika i dokładnie przyciętego żywopłotu.

Ten dom otacza natura sama w sobie.  W samym wnętrzu, na tarasach i eleganckiej elewacji też jej nie brakuje. Właściciele sprowadzili od producenta surowy dąb brazylijski, a miejscowy tartak wykonał jego obróbkę. Dąb użyty do wykończenia elewacji jest zaimpregnowany, natomiast ten na tarasach pozostał w stanie surowym i jak pięknie się starzeje!

Jak wspomniano wcześniej dom ma dwa tarasy. Jeden w bezpośrednim sąsiedztwie kuchni, służący głównie do wspólnego biesiadowania i drugi – wypoczynkowy – połączony z salonem, pozwalający uniknąć spojrzeń zaciekawionych przechodniów podczas błogiego relaksu.

Kuchnia jest dla domowników miejscem szczególnym i to od niej zaczęli projektować wnętrze. Musiała być duża, z funkcjonalną wyspą i ścianą z rozbiórkowej cegły efektownie osłoniętą taflą szkła. Koniecznie też musiała być połączona z jadalnią. A w jadalni miał stanąć wymarzony wielki dębowy stół. Magda podpatrzyła projekt stołu we włoskim katalogu i zleciła jego wykonanie lokalnemu stolarzowi. I choć zażyczyła go sobie trzy razy większy (ma ponad trzy metry) to był też trzy razy tańszy!

Tak imponujących rozmiarów stół znakomicie sprawdza się podczas przyjęć, które Magda wręcz uwielbia organizować. Najbardziej lubi te, które organizuje co roku w trzeci czwartek listopada, kiedy przypada święto Beaujolais. W zeszłym roku zaserwowała gościom ponad 20 kg muli, na ten planuje zupę kasztanową.

Większość mebli, którymi urządzili dom są polskie. Kuchnia jest z Wolsztyna. Meble w salonie to NOTI. Nas jednak najbardziej urzekł art.-deco’wski kredens. Jak się okazało, ten piękny mebel stał przez wiele lat w piwnicy ich przyjaciela i właściwie został uratowany przed przysłowiową siekierą.

Co więcej wiszący nad nim obraz autorstwa Jerzego Piotrowicza namalowany specjalnie na urodziny Magdy, stanowi wyjątek od reguły w dziełach, które wiszą na ścianach całego domu. Cała reszta grafik i obrazów jest autorstwa ich najstarszego syna Jędrzeja. Także piękna wariacja Klimta wisząca nad kominkiem od strony jadalni, którą Jędrzej namalował na specjalne życzenie Tomka.

Autorskich pomysłów na aranżację przestrzeni znajdziemy tu dużo więcej. Jednym z nich są oryginalne lampy z poznańskiego Dworca Zachodniego, których oprawki zostały przerobione i dumnie wiszą w salonie, a oryginalne kable z 1000 watowymi żarówkami zdobią jedną ze ścian domu.

Przedmiotów z ciekawą historią, jest  tu sporo. Jednym z najbardziej efektownych jest prosty metalowy zlew usytuowany na ścianie tarasu. On również został uratowany, tym razem przed skupem złomu. Trudno w to uwierzyć, ale podłączone jest do niego zarówno źródło zimnej, jak i ciepłej wody. Jego historię Magda wspomina z uśmiechem na ustach. Instalator z góry mówił, że takie rozwiązanie nie jest możliwe. Takich słów nikt nie powinien przy niej wypowiadać! Dwa dni później instalacja była gotowa, choć instalator nieźle spocony, bo nie dość, że trzeba było zdjąć zewnętrzną elewację, to dostosowanie instalacji i przeprowadzenie jej na drugą stronę budynku tez nie było łatwe. A efekt? Piorunujący! I w dodatku jaki praktyczny. Całe lato zmywałam tam naczynia – mówi Magda. Skoro mogę to robić na dworze, nad stawem, to po co zamykać się w domu? Tarasy są zdecydowanie jej oczkiem w głowie. Niedawno przywędrowała tam sfatygowana ławeczka. Jej również ktoś chciał się pozbyć. Tu znów kilka chwil i powstał pomysł ciekawej konstrukcji na zioła. Zioła dominują na tarasie w tym roku. Ale to może się zmienić. Moje tarasy co roku ewoluują – mówi Magda. Raz mam ochotę na różowe plastikowe doniczki, a raz na ocynkowane puszki. Ciekawi jesteśmy jak będą wyglądały w przyszłym sezonie?!

Dzięki tym dwom tarasom dom jest otwarty na otaczającą go przyrodę, ale nie tylko dzięki nim. Na piętrze, w pokoju Igi, córki Magdy i Tomka zamontowano fantastyczne rozwiązanie – okno kolankowe, z którego widać cały staw i taras od strony kuchni. Takie efektowne przeszklenia w postaci ogromnych okien znajdziemy również w salonie i kuchni. A także na antresoli na piętrze, na której zastosowano hartowane szkło, po którym bez problemu można chodzić.  Od początku założeniem dla nas była duża ilość światła w domu – mówi Magda – nie lubię zamkniętych przestrzeni, wolę kiedy las i łąka zaglądają bezpośrednio przez nasze okna.

A ja dzięki temu zamontowałem w całym domu parapety z niezwykle rzadkiego białego marmuru, przypominającego kryształki soli – z uśmiechem mówi Tomek – bo mamy ich aż dwa!