Stary nowy dom

10 sierpnia 2015

Herbatka nawłociowa

10 sierpnia 2015

Śniadanie na trawie

10 sierpnia 2015
empty image
nawloc2
Screen Shot 08-10-15 at 05.40 PM

Zupełnie nie rozumiem tej ludzkiej niechęci do kretów, która chwilami przeradza się we wręcz obsesyjną nienawiść. Mały, nierzucający się w oczy ssak z rodziny jak to nazywam w prywatnej taksonomii „niepraktycznych”. Nie da się go zjeść, a zrobienie aksamitnego futra dla żony pozostanie  chyba na zawsze w sferze fantazji. Trochę podje nam dżdżownic i pędraków i tyle. Przeflancuje jakąś  roślinę, która jak dojdziemy po czasie – zupełnie w tym miejscu nie pasowała.

Co więcej, myślę, że w erze nowo powstających, dokładnie takich samych ogrodów kret spełnia rolę takiego dedykowanego nam architekta krajobrazu, który sprawi, że nasz nudny trawnik stanie się niepowtarzalny. A jeśli mamy małe dzieci, to dodatkowo może spełniać rolę edukacyjną. Kochanie, policz proszę, ile dzisiaj jest kopczyków na trawniczku?

On przyjdzie, przyjdzie do naszego ogrodu prędzej czy później. Nie lękajmy się. Jego dzień jest coraz bliżej…. Ale możemy zawsze próbować zapobiegać. Rozwiązaniem może być położenie siatki na krety. Rozwiązanie raczej dla nowych ogrodów, ponieważ na siatkę należy nasypać odpowiednią ilość ziemi, a dopiero potem wysiać trawę, czy położyć taką z rolki. Wtedy kret nie będzie mógł usypywać kopczyków ziemi i zniesmaczony odejdzie. Zlecamy  wykonanie takiej pracy specjalistycznej firmie ogrodniczej. Albo położą za płytko i podczas wertykulacji trawnika siatka zostanie zniszczona, albo za głęboko i wtedy kret będzie żerował ponad nią. Pozostaje jeszcze kwestia szerokości zakładów pomiędzy pasami siatki i odpowiedniego docięcia jej przy obrzeżu. Ponieważ tak na dobrą sprawę jakości wykonania tych prac nie widzimy – nie lękajmy się…

Innym sposobem jest… zrezygnowanie z trawnika na rzecz ogrodu żwirowego. W ogrodach żwirowych kamień ozdobny wysypuje się na agrotkaninę, a to zazwyczaj przeszkoda nie dla przejścia dla naszego pupila. Ogrody te są coraz modniejsze, zwłaszcza w wersji japońskiej, chociaż trudno nie oprzeć się czasem wrażeniu, że projektował je Japończyk z miasta Mua Wa, albo Ho Tzia Nuw. Ale wtedy z kolei nasze śniadanie na trawie też jest niemożliwe.

Pewien mój znajomy ma psa,  sznaucera średniego. Pies ów charakteryzuje się dwiema rzadko spotykanymi cechami. Po pierwsze nie wykonuje żadnej komendy, nawet najprostszej i tylko namiętnie patrzy prosto w oczy. Po drugie, zajadle tropi krety na trawniku i czasami faktycznie coś wykopie… Efekt końcowy jest taki, że trawnik jest jeszcze bardziej sponiewierany, ale właściciel nadal bardzo sobie chwali zdolności łowieckie psiny. Przy okazji, widziałem raz czy drugi kota bawiącego się martwym kretem, ale myślę, że zwierzęta nam w rozwiązaniu kreciej roboty nie pomogą…

Inny mój znajomy postanowił w akcie desperacji kwestię rozwiązać w sposób zmechanizowany. Wjechał swoją terenówką na trawnik, do rury wydechowej podłączył rurę od odkurzacza, której drugi koniec włożył do kretowiska i odpalił. Po jakimś czasie trawnik zaczął przypominać krajobraz wyspy Jawa z dużą ilością czynnych wulkanów… Skończyło się oczywiście tak jak musiało się skończyć. Trawnik zryty przez terenowe opony, stopiona rura od odkurzacza, bura od żony, a kret wrócił po tygodniu. Więc chyba nie tędy droga…

Słyszałem już o wielu sposobach. Od topienia wodą, poprzez wkopywanie specjalistycznych łapek, do których zagląda się co pewien czas. Częściej, jeśli chcemy kreta tylko złapać i podrzucić wrednemu sąsiadowi (kret musi posilać się dość często, inaczej pada z głodu). Słyszałem o karbidzie na mokro i na sucho. Wszelkiego rodzaju truciznach, które w mniej lub bardziej humanitarny sposób kończą sprawę. O środkach ochrony roślin, które zastosowane na trawniku pozbawiają kreta pożywienia, czyli mówiąc mniej eufemistycznie, zabijają cale życie pod ziemią, wszystkie dżdżownice i pędraki i nie tylko… A na dodatek tarmoszone wiatrem plastikowe butelki, blaszane pojemniki wetknięte na metalowe pręty, czy piszczące odstraszacze (podobno część z nich wręcz przywabia zaintrygowane krety). Arsenał tak ogromny, że można domniemywać z dużą dozą prawdopodobieństwa, że szykujemy się do przeprowadzenia jakiejś n-tej wojny światowej, no dobrze – te ostatnie środki można rozpatrywać jako takie propagandowe, a to już tylko o krok od edukacji.

Nasi południowi sąsiedzi nakręcili swego czasu animowany serial o przesympatycznym kreciku, który jest regularnie puszczany w kolejnych odcinkach programu telewizyjnego o ogrodach, a potem zebrani w studio goście, wśród nich specjaliści, komentują na wizji poszczególne aspekty… Niestety, nie znam czeskiego… OK, żartowałem…

 

Dariusz Burdziłowski

półwieczny trochę ogrodnik i poeta, ale trochę felietonista i miłośnik motoryzacji. Trochę ornitolog i grzybiarz. Trochę… I trochę brak czasu na wszystkie pasje i na wszystkie zauroczenia barwami życia…